DELFIN - Okruchy Prawdy
Nie zabijaj delfina nawet we śnie.
Słońce nie zajdzie – ty nie zaśniesz.
Nie zabijaj delfina!
Trzepot płetw huragan zrodzi.
Oś Ziemi zmieni.
Słońce nie zajdzie – ty nie zaśniesz.
Nie zabijaj!
Delfin
Zdarzyło mi się, że poprowadziłem trzy dniowy, integracyjny, wyjazd dla kierownictwa i pracowników sieci komórkowej. Między innymi zaplanowaliśmy naukę nurkowania. Po zakończeniu tego wyjazdu napisałem i wysłałem do uczestników list w formie opowiadania.
Moi drodzy, podczas nurkowania groziło wam najdziwniejsze z niebezpieczeństw jakie może spotkać Homo Sapiens – transformacja w głębinie.
Oto relacja.
Przypomnijcie sobie proszę. Jedziemy autobusem z Warszawy nad jeziora augustowskie i
na video oglądamy „WIELKI BŁĘKIT”. Bohater filmu Jacques wybiera życie wśród delfinów. Stres bycia człowiekiem niszczy jego wrażliwą naturę.
„Idź kochany i zobacz. Tam jest ciemno i zimno.” – mówi do niego kochana kobieta zwracając mu wolność.
W głębinie czeka na niego przyjaciel Enzo. Jest w ciele delfina. Wybrał wolność. Zrezygnował z pogoni za sławą. Ja tak to czuję.
Kochani, wracajcie do Domu. Czekamy na Was. Do jakiego Domu? Kto na nas czeka? MIŁOŚĆ, RADOŚĆ i JEDNOŚĆ oto przesłanie delfinów do nas ludzi. Tak twierdzą ci, którzy pozazmysłowo porozumiewają się z delfinami. Jest wśród nich Jacques Mayol legenda swobodnego nurkowania i pierwowzór filmowego bohatera.
Autobus zatrzymuje się za wioską Przewieź. Wysiadamy. Zagłębiamy się w kolorowy i pachnący las. Na początek zaplanowaliśmy poznanie jeziora. Wypełnione nurkami gondole odpływają by odwiedzić Kaplicę Matki Boskiej w Studzienicznej. Wrócą i zacznie się podwodna zabawa.
Na polanie instruktorzy rozkładają sprzęt do nurkowania dla całej trzydziestoosobowej grupy. Czuję dziwną ociężałość. Wypijam dwie mocne kawy. Leśniczyna obsługująca leśny bar spogląda na mnie ze współczuciem. Proponuje mi wędzoną rybę. Odmawiam. Schodzę po stromych schodkach na pomost nurkowy. Wskakuję do wody w nurkowej piance. Po kilkunastu metrach odwracam się na plecy. Zamykam oczy i po rozluźnieniu ciała medytuje. Fale lekko kołyszą mnie do snu. Zasypiam,
Nagle czuję , że ktoś mnie dotyka. Jezu!! To delfin! Biały butelkonosy delfin! Kompletny odlot! Delfin w jeziorze! Jestem pewny, że zwariowałem. Słyszę, a raczej odbieram gdzieś w swoim wnętrzu jakiś śmiech i popiskiwania.
WITAJ! WITAJ! PRZECIEŻ O TYM MARZYŁEŚ PO NOCACH. CHCIAŁEŚ ZOSTAĆ DELFINEM. POBAW SIĘ ZE MNĄ.
Czuję jak moje ciało rozkłada się na komórki. Szybuję w tęczowym tunelu. Barwy wirują z oszalałą prędkością. Jestem w jakiejś gigantycznej pępowinie. Dokąd ona prowadzi? Czy Delfin jest przy mnie? We mnie? Stapiam się z nim? Gdzie ja jestem? Chryste! Razem wpadamy w jasność pulsującą złotem. Stapiamy się w jedność. Nasze komórki wchłania gigantyczny wir. Zapada ciemność. Tracę przytomność. Budzę się czując nieznaną mi błogość i lekkość. Leżę na powierzchni wody. Widzę odległy brzeg. Chcę koniecznie dopłynąć do brzegu. Próbuję ruszyć rękami, potem nogami. Nie mogę. Nie mam nóg.
Obok wybucha radosny ludzki śmiech. Przede mną pojawia się człowiek. Przyglądam mu się uważnie. Podpływam do niego. Na miły Bóg ! Przecież TO JESTEM JA SAM. Na wprost mnie nurkuje MOJE CIAŁO, a gość zamieszkujący w nim uśmiecha się do mnie radośnie. Powoli kojarzę, dociera do mnie, już wiem. Nastąpiła wymiana ciał. JESTEM w CIELE DELFINA!
Siup, chlup i jeszcze raz! Skok, obrót, plusk, i jeszcze raz! O rany!! I w dół, i w górę, i do słońca, i trzask bokiem o wodę, i mach, mach płetwami i pach, pach ogonem. Wolny! Szczęśliwy! Beztroski! Ha! Ha! i duży wydech i pac w górę i w dół strumieniem wody. Podpływam do swojego ludzkiego ciała, a ten ktoś w nim znów się uśmiecha. Klepie mnie po delfiniej twarzy. Łbie? Pokazuje OK! Oczekiwałem właśnie takiego zachowania! Nie jestem zaskoczony. Zdaję sobie sprawę, że wiem dokładnie co któryś z nas zrobi i powie za chwilę.
Ktoś ty? – pytam.
Ja to Ty, a Ty to Ja. – odpowiada on, czyli ja.
Chryste! – myślę. Moja jaźń się rozdwoiła. Piękny kąsek dla psychiatrii. Mnie człowieka zamkną u czubków, mnie delfina złapią w sieć.
Jacquez! Ty cholerny żartownisiu! Gdzie jesteś? – wołam.
I nagle w mojej głowie, i ludzkiej, i delfiniej pojawia się On – Jaquez Mayol. Prawdziwy z dziada – pradziada Grek. Smukła sylwetka, gęste siwe włosy zaczesane do tyłu i siwy wąs. Śmiech Zorby i błyski w oczach.
Mam cię! – mówi wyraźnie rozbawiony – Umówmy się. Zawrzyjmy układ – dodaje.
Puf! Puf ! Macham ogonem i jestem tuż przy brzegu. Instruktorzy znoszą sprzęt z polany i układają na pomoście. Są w suchych skafandrach koloru pomarańczowego i wyglądają kosmicznie. Za nimi po schodkach nadchodzą w czarnych piankowych skafandrach ich uczniowie. Delfinie serce mi zamiera. Schowany w przybrzeżnych szuwarach z niepokojem obserwuję jak na pomoście Jacquez w MOIM CIELE przyjacielsko klepie wszystkich po ramionach.
Kochani! To takie łatwe! Cud i odlot! Zanurkujcie, a WASZ ŚWIAT ZMIENI SIĘ NA DUŻO LEPSZY.
Jestem przerażony. Co on kombinuje? Czy zamieni ich w delfiny? I nagle jasne światło błyska w mojej głowie. I widzę stado delfinów skaczących po falach oceanu. Widzę jak z radością wyskakują wysoko ponad powierzchnię. A może i ponad przeciętność? – przychodzi mi do głowy.
Duży Biały Delfin , widocznie przywódca stada, podpływa do mnie i śmieje się.
Kochany! Nie miej żadnych złudzeń! Jacques zrobi z nich HOMO DOLPHINUS!
Nie wiem co to znaczy, ale podoba mi się.
Komentarze
Prześlij komentarz