Dwa Słońca - Szepty w Ciszy
DWA SŁOŃCA
Położyć głowę na ramieniu Kochanego Człowieka i nie bać się, nie uciekać, nie niepokoić o nic. Obudzić się rano w szczęściu i radości, by wieczorem spokojnie zasnąć i śnić o cudownej krainie zamieszkałej przez dobrych, życzliwych i mądrych ludzi . Czasami chciałabym, aby zadzwonił telefon i rozwiązał wszystkie moje problemy, ee... chyba majaczę. To byłoby może za proste? Już sama nie wiem. Potrzebuje czegoś, co mi przypnie skrzydła. Aktualnie są mokre i ciężkie od zmartwień. Wcale nie nadają się do latania. Czy to Twoje myśli, kochanie? Opowiem ci o zdarzeniu z przeszłości, które zmieniło moje życie. Czy pamiętasz nasze wakacje nad jeziorem Studzienicznym?
Tamtego pamiętnego dnia wstałem przed świtem. Ty jeszcze smacznie spałaś w gościnnym pokoju plebani. Oszkloną werandę zalewała księżycowa poświata. Cicho, by nie zbudzić przemiłego gospodarza, wyjąłem z torby sprzęt fotograficzny. Na bosaka, po srebrzystej od rosy łące, doszedłem do zbitego z kilku desek pomostu. Przysiadłem na ławce. Nad powierzchnią jeziora kłęby mgły stworzyły przemijające postacie jeziornych duchów. Zerwał się lekki wiatr marszcząc wodną tafle. Balet mgielnych, ulotnych postaci nimf i rusałek, rozpłynął się w nicość. Życia wieczność i życia chwila istnienia. Jak to pogodzić? Jak zrozumieć strumienie przepływających przez nas uczuć, skojarzeń, myśli? Które z nich są dogłębnie nasze, a które napływają i znikają do jakiegoś tajemniczego miejsca, na podobieństwo mgielnego baletu, który "tu i teraz" na moich oczach ulatuje z wiatrem? Mija dominujące we mnie uczucie olśnienia, oczarowania mgielnym baletem, a radość przygasa bo umysł zapragnął uraczyć mnie zwątpieniem, i postraszyć zmartwieniami. A mimo to nie czuję by istotnie mnie to co umysł proponuje martwiło czy zmieniało. Niech umysł robi swoje a ja swoje. Czy to możliwe? Kim więc jestem naprawdę? Kim jestem w swojej niepowtarzalnej istotności? - pomyślałem.
Po chwili ponad trzcinami wzeszło słońce. Spojrzałem w głąb wody i ujrzałem tam blisko siebie dwa słoneczne odbicia. Ująłem je w kadr i zrobiłem zdjęcie. Odbicia słoneczne po chwili rozpłynęły się w wodną drogę pomarszczoną podmuchami wiatru i roziskrzoną niezliczonymi błyskami padających z nieba promieni. Wsiadłem do jachtu przycumowanego przy pomoście. Postawiłem żagle i pożeglowałem tą słoneczną drogą. Byłem szczęśliwy. Moi uczniowie czekali na mnie po drugiej stronie jeziora. Pracowałem wtedy jako właściciel i instruktor kierując bazą nurkową "BIG BLUE" działającą na uroczym, zalesionym cyplu jeziora Studzieniczne - jeziora, znajdującego się koło miasteczka Augustów, w północno-wschodniej części kraju. Tego słonecznego poranka, podczas silnego wiatru, wywrócił się i zatonął kabinowy jacht. Kilku osobową załogę wyłowiła przepływająca nieopodal zdarzenia wiosłowa łódka.
Wkrótce nasz jacht " OUR” rzucił kotwicę obok miejsca wypadku. Poproszony o pomoc przy wydobyciu jachtu zszedłem pod wodę.
To co mi się przydarzyło pod wodą trwało niewiele dłużej niż kilka minut. Trwało tyle ile może trwać oddech przesycony pragnieniem powrotu do życia. Po wielu latach doświadczeń w nurkowaniu, każde wejście pod wodę traktuję jako wejście do innego świata, a każdy powrót na powierzchnię, jako powrót do domu. Powrót do jedynej, nienaruszalnej rzeczywistości. Tym razem stało się inaczej. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że mój dom, że Nasz Dom, znajduje się gdzie indziej.
Oto kilka refleksji z tamtych dramatycznych kilku minut:
Brak powietrza. Zginiesz - błyska myśl. Szamoczę się próbując wyrwać się z plątaniny lin. Przerażone zniszczeniem neurony wyją z rozpaczy. Grzmot trwogi wstrząsa intelektem. Umysł w czerwień rozpala słowa "Ratuj się". Miernik ciśnienia w butli nie kłamie. Nie mam powietrza do oddychania.. Krtań zaciska się. Duszę się. Utknąłem we wnętrzu zatopionego na 20 metrach kabinowego jachtu.
"W sprzęt na plecach wplątała się lina! Przetnij ją!"- w panice wrzeszczy intelekt. Posłusznie sięgam po nóż. Spoglądam ku górze i widzę poprzez wejście do kabiny słońce jako rozmytą plamę. Tracę przytomność. Ogarnia mnie błogość. Cichnie umysł. Z tej cichości, z sennego wymiaru, spoza ziemskiego czasu i przestrzeni budzi się nadzieja. Błyska w oddali światełko. Wchodzę w jasność tunelu wewnętrznego słońca. Objawia się duchowa strona istnienia. Moja najwyższa istotność uaktywnia dawno zapomniane zmysły, włącza do tej pory nieznane świadomości programy.
Ktoś, kto jest naprawdę mną emigruje poza ciało. Unosząc się swobodnie Ja - duch obserwuje siebie - ciało. Czuję, myślę i przenikam materie jasnym widzeniem. Przeżywam dramat i jednocześnie obiektywnie obserwuje go bez emocji. Świetlistą drogą nadciąga pełna jasności postać. Wola tej istoty nakazuje moim dłoniom otwierać kolejne klamry pasków mocujących nurkowy sprzęt do mego ciała.
Jestem wolny. Wplątany w linę sprzęt pozostaje we wnętrzu jachtu. Wynurzam się bezwładnie z czeluści jachtu. Żeby wypłynąć na powierzchnię wystarczy zrzucić ołowiany pas balastowy. Dłoń zaciska się na klamrze pasa. Świetlana postać swymi myślami przenika mnie, ogarnia współczuciem, wszystko wybaczającą miłością. Dociera do mnie pytanie.
"Masz wybór, wolną wole, masz wolność. Decyduj. Zostajesz tu ze mną czy wypływasz?"
Ku własnemu zdziwieniu nie śpieszę się z odpowiedzią. W tym niezwykłym stanie, nie czuję żadnego zagrożenia, czas jakby przestał istnieć, więc mam go bez liku. Ogarnia mnie ciekawość dziecka, radość odkrywcy. Jestem otwarty na wszelkie zdarzenia, wszelkie pytania i odpowiedzi. Objawia mi się zarówno względność jak i ukryty sens przeszłych życiowych pomyłek, porażek, błędów i grzechów. Z radością wybaczam sobie, wybaczam wszystkim. Ten proces nie wymaga ode mnie żadnego wysiłku. Teraz wiem, że tu na Ziemi przejawiłem się wraz z innymi w wiecznej szkole życia. W szkole w której jest się zarówno uczniem jak i własnym nauczycielem. W Szkole Kosmicznej, w klasie Ziemia, w której wszyscy uczą się życzliwości, współczucia, przebaczania i miłującej dobroci. Nie powstrzymuje ciekawości, i pytam świetlaną postać:
"Jak to jest? Czy to wyuczone treningiem ruchy ratują mi życie? Czy też może, niewidzialny dla normalnego stanu zmysłów świat duchowy istnieje realnie, i właśnie "tu i teraz" i tylko w sytuacji pozornie bez wyjścia, mogę poznać Ciebie, realną istotę nie z tego świata , która pomaga mi z nieznanych mi pobudek? Kim jesteś? Zjawą generującą twą postać przez przerażony mózg? Bo tak uważają naukowcy twierdząc, że procesowi śmierci, samo-eutanazji towarzyszy podświadoma projekcja znieczulająca cierpienie? Odpowiedz, proszę! Czy wyłącznie jesteś narkotycznym widziadłem zafundowanym mi przez mój mózg jak chce nauka, czy też jesteś realnym bytem z którym mogę wejść w związek podobny do ludzkich?" " Masz wolną wole. Sam pytasz, sam odpowiadasz, sam podejmujesz decyzje. Nie lękaj się. Tak jak każda istota jesteś wieczny." - przenika mnie myśl. "Czy ten strumień pojawiających się i odchodzących myśli, pytań i odpowiedzi, to jedynie wspomnienia utartych frazesów, strzępów przeczytanych książek, zasłyszanych opinii, czy też realny z Tobą dialog?- pytam dalej z uporem. "Gdy uczeń jest gotowy, mistrz zawsze jest gotowy."- przenika mnie myśl. "Jesteś więc moim Mistrzem, Opiekunem?" - pytam. "Ja Jestem". W "Ja" zawarta jest wieczność, w "Jestem" jedność z całym Istnieniem. W stanie świadomości, w którym się znalazłeś ja jestem tobą a ty jesteś mną. Czas i przestrzeń tak naprawdę to kategorie naszego poznania. Istnieje jedynie chwila obecna. Czas jest czynnością liczenia zdarzeń, kolejnością poznawania, a przestrzeń jest czynnością wskazywania, kierunkiem postrzegania w sieci przeglądanych zdarzeń."- przenika mnie myśl.
Znika Jasna Postać. Odchodzi Mistrz . Rozpływa się moja narkotyczna wizja. Czuję się wolny bez krępującego ruchy podwodnego sprzętu i szczęśliwy bez ciała ograniczającego swobodę poruszania się. Moje myśli uwolnione z fizycznej struktury mózgu nabierają jasności. Jestem w sieci nieskończonej ilości zdarzeń. W ezoterycznym Matrix. W węźle - centrum, z którego rozbiegają się drogi. Widzę je, gdy kieruję na nie uwagę. Skupiam się na najbliższych zdarzeniach. Mogę to z łatwością uczynić. W świadomości w której się znalazłem jestem jasnowidzem. Ze swobodą poruszam się po łańcuchach zdarzeń. Przewijam swoją przeszłość zdarzenie po zdarzeniu jak taśmę filmową klatka po klatce, aż docieram do chwili obecnej. Mocą woli analizuję zdarzenie najbliższe z możliwych, i oto śledzę jak: zrzucam ołowiany pas, wynurzam się i jestem wśród przyjaciół. Przeglądam plany przyszłości coraz dalej i spostrzegam siebie mówiącego te oto słowa:
Kochanie!
Połóż swoją głowę na moim ramieniu. Nie bój się, nie uciekaj, nie niepokój się już o nic. Ślę do ciebie słoneczne myśli, pełne miłości, mocy dobra i szczęścia, które rozwiążą wszystkie twoje problemy. Przypinam ci skrzydła. Jesteś przepięknym, pachnącym źródlaną wodą aniołem. Zainspirowałaś mnie do napisania tego wspomnienia, więc ono jako cząstka mnie staje się twoim owocem.
W pierwszej chwili kiedy budzimy się ze snu, nie wiemy przecież kim jesteśmy. Ustalamy swa osobowość, indywidualność dopiero po chwili, kiedy pamięć przywraca nam wspomnienia. Co by się stało, gdyby jakiś skłonny do robienia kawałów duszek, mag, mistrz, anioł podczas snu usunął nasze wspomnienia a w miejsce ich wprowadził inne? Wygląda na to, że w takiej hipotetycznej sytuacji uległa by zmianie nasza osobowość a my o tym byśmy po przebudzeniu nic a nic nie wiedzieli. Czy nie o to chodzi we wzajemnym przebaczaniu prowadzącym do rozwoju duchowego do miłości i spokoju? Wyznam ci, że podczas wstrzymanego pod wodą oddechu, kiedy straciłem przytomność, w błysku jasnego widzenia ujrzałem ciebie, naszą wspólną szczęśliwą przyszłość i pełnię czekającej nas miłości. Jestem pewien, że to Niebo przeznaczyło nas sobie i dotknięciami skrzydeł anioła przypomniało o tym. Dwa Słońca, nas dwoje?
Teraz wiesz, że z głębiny wróciłem tu dla ciebie i naszej córeczki.
Komentarze
Prześlij komentarz