GNOM - Okruchy Prawdy


GNOM




Leżałem pod sosną na mokrym od rosy mchu. Obudziłem się z przeczuciem, że otacza mnie tłum mówiących na raz istot. Rozejrzałem się dookoła. Wśród otaczających mnie sosen i świerków nikogo nie było. Obok mnie leżała jedwabna fioletowa chusta a przede mną, na ścieżce, stał samochód. Przymknąłem oczy chcąc zmusić umysł do skupienia i poukładania wspomnień w jakąś logiczną całość. Doszedłem szybko do wniosku, że wszystko to co zdarzyło się,  burza i spotkanie z pustelnikiem śpiącym w trumnie, było snem. Gdy samochód zawisł na pieńku, zniechęcony kolejnym i nieudanymi próbami uwolnienia go, widocznie usiadłem pod sosną i zasnąłem. 


I cóż, jak każdej nocy, w śnie zamarzyłem sobie by spotkać  kobietę o jasnych włosach.  Czy leżąca obok mnie chusta oznacza, że ona tu była kiedy spałem?


Przez cały czas rozmyślań słyszałem zupełnie nie znany mi szum. Tę kakofonię, przypominającą brzęczenie w ulu pszczół, nagle zagłuszył głos:


- Hej! Tam leży człowiek. To musi być on bo przy nim leży jej chusta. To znak!


Czarna opaska zasłoniła mi oczy. Moje ręce zostały związane powrósłem.


- Nie ruszaj się a nic ci się nie stanie! Wstań! Pójdziesz z nami! Czekają na ciebie.


Usłyszałem wesoły, sepleniący głos. Kilka innych głosów, również przedziwnie brzęczących i sepleniących, dołączyło do tego radosnego śmiechu. Poczułem dotyk wielu małych rączek, które pomogły mi wstać. Domyśliłem się, że mam do czynienia z leśnymi duszkami.  Te sympatyczne, sięgające mi ledwie do kolan istotki, prowadziły mnie godzinami przez lasy. Często odpoczywaliśmy i posilaliśmy się poziomkami, jagodami, malinami, jeżynami popijając rosę z liści. Nie zgodziły się zdjąć mi z oczu opaski. Podczas posiłków duszki opowiadały o roślinach i o swoim Bogu, który stworzył świat.


Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że chodzimy w kółko. Widocznie duszki pragnęły bym je wysłuchał. Nie miałem pojęcia dlaczego im na tym zależy.


Oto co zapamiętałem:


Przyroda jest łaską boską. Wspaniałe jest nasze istnienie tutaj wśród drzew i innych roślin. Drzewa komunikują się między sobą i rozmawiają z duszkami o poważnych sprawach tego świata. Drzewa istnieją na Ziemi 150 milionów lat dłużej niż ludzie i w istocie są one pierwszymi pionowymi istotami. Nie duszków czy tym bardziej ludzi zasługą jest stworzenie istot na Ziemi.


Mówiąc, że przyszliśmy na wypełniony łaską wszechświat, mówimy o pierworodnym błogosławieństwie, które zachodziło poprzez osiemnaście miliardów lat i którego rozwój trwa nadal w zdumiewającym akcie współtworzenia. Co roku drzewo tworzy od początku dziewięćdziesiąt dziewięć procent swoich żywych części. Każdego dnia w lecie drzewo średnio wydziela tonę wody; a duże drzewo wiązu w jednym tylko sezonie rodzi sześć milionów liści nie ruszając się z miejsca.


Zamiast odnosić się do przyrody tak jak czynią to ludzie, jako do czegoś, co trzeba ujarzmić lub z czego czerpać zysk, potrzeba całkowicie nowego doń podejścia, które jest w istocie pierwotne.


O powinno być odnoszenie podmiotu do podmiotu, a nie jako podmiotu do przedmiotu. Powinno być pełne czci, bowiem cześć i zachwyt są najbardziej stosowną odpowiedzią na błogosławieństwo Stwórcy. 


Według mitu stworzenia rdzennych ludów Australii, które są najstarszym plemieniem ludzkim na świecie, Stwórca wyśpiewał każde stworzenie do istnienia. Ta pieśń pierworodna powołująca do życia wszystkie istoty czyni więcej, aniżeli wymyślone przez religie pojęcia grzechu pierworodnego.


Uwierzmy i zacznijmy żyć prawdą, że wszyscy zostaliśmy prawdziwie wyśpiewani do istnienia przez łaskawego i mądrego Stwórcę, dla którego jesteśmy pierworodnym błogosławieństwem.


W pewnym momencie duszki ostrożnie sprowadziły mnie po stromej skarpie. Usłyszałem szum płynącej wody a na twarzy poczułem wiatr. Duszki rozwiązały mi ręce i umilkły. Zdjąłem opaskę z oczu i  przysiadłem przy konarze olbrzymiego drzewa. 


Może pojawi się tu zaraz wymarzona w snach kobieta z jasnymi włosami? - pomyślałem.


Niestety. Usłyszałem niski i chrypiący głos dochodzący  gdzieś z dołu, spośród wystających nad ziemię korzeni.


To był Gnom. O nich wiedziałem niewiele. Podobno Gnomy to śpiochy i mądrale. Wychodzą na powierzchnie gdy na Ziemi jest kiepsko.


Gnom rozsiadł się wygodnie i zapalił fajkę. Spojrzał na mnie przenikliwie i powiedział;


Uganiasz się za kobietą? To bardzo nierozsądne,  bo to świadczy, że nie opanowałeś typowego dla mężczyzn pragnienia posiadania. Takie zachowanie to strata czasu i energii.  Nikomu dobrze nie służy takie rozchwiane serce.

A spokój w ludzkich sercach stwarza pokój na świecie, natomiast poruszenia w sercach powodować będą zawieruchy. Przyczyną chaosu, wojen i kataklizmów są  negatywne pragnienia.


Pragnienie przejawia się w dwóch formach: jako przywiązanie lub jako niechęć. Pierwsza z tych form każe nam uganiać się za rzeczami, które lubimy, i nie puszczać ich za żadną cenę. Druga mówi, by unikać lub przeciwstawiać się temu wszystkiemu, czego nie lubimy, i jeśli to możliwe lub konieczne - zniszczyć to. 


Przywiązanie wiedzie nas ku coraz większej konsumpcji i zużywaniu surowców, brania tego, co nie było nam dane, wykorzystywania przy tym innych dla własnej korzyści. Jest podstawą takich cech osobowości, jak duma, arogancja, łgarstwo, samolubstwo, jak też chęć władzy.


Niechęć nakazuje nam odwracanie się od nie lubianych rzeczy, niszczenie wszystkiego, czego się boimy lub czego nie rozumiemy. Powoduje powstanie nagannych zachowań, takich jak agresja, okrucieństwo, bigoteria, oraz innych działań pełnych nienawiści.


Istnieje jednak szansa wyciągnięcia tych cierni z serc. To tylko one wywołują szaleństwa z bólu i strachu, i każą nam robić rzeczy, przez które ranimy i nienawidzimy, przez które tracimy kontakt z naszym wewnętrznym dobrem. 


Mechanizmy działania pragnień są ukryte w nieświadomych funkcjach umysłu, dlatego tym większej mocy świadomości musimy użyć tu i teraz. Musimy  nauczyć się widzieć rzeczy wyraźnie, wtedy nastąpi naturalny proces uzdrawiania poprzez uzyskaną mądrość.


Przez obserwację myśli i nastrojów w umyśle jesteśmy w stanie dostrzec to, co faktycznie się w nas przejawia i wtedy możliwe jest, by stopniowo i naturalnie rozwijała się mądrość. 


Zasady są proste, ale potrzeba do tego sporo praktyki i jeszcze więcej poświęcenia. Wygląda więc na to, że moglibyśmy użyć tych samych zaleceń, chcąc uzdrowić rany zadane planecie przez nas wszystkich, ponieważ i one spowodowane są różnorakimi formami pragnienia. Sposobem, by przenieść świadomość społeczną na obszar wspólnego doświadczenia, może być dzielenie się tym, co było widziane przez innych ludzi.


Świat ludzki ochraniany jest przez tzw. bliźniaczą straż - dwie siły w umyśle, które opiekują się i kierują zachowaniami moralnymi. 


Pierwszym z tych strażników jest sumienie - intuicja moralna oraz szacunek dla samego siebie. Odnosi się ono do tego, co w ludzkiej psychice rozpoznaje różnicę między tym, co warte jest szacunku, a tym, co nie jest jego warte. Każdy z nas ma w sobie taki wrodzony moralny kompas. 


Drugi strażnik  składaja się z takich czynników, jak świadomość społeczna, kulturowe lub wspólnotowe poczucie moralności, szacunek do opinii i praw innych osób.


Wszelkie umiejętne działania wspierane i kierowane są dzięki tym dwóm strażnikom. Odpowiednio - wszystkie szkodliwe działania są wykonywane tylko wtedy, gdy odrzuca się te wytyczne moralne.


Jeśli więc wydarza się coś moralnie nagannego, czy to na poziomie jednostki, czy na poziomie społecznym, oznacza to tylko tyle, że brakuje nam wystarczająco przejrzystej świadomości tego, co robimy. Oznacza, że tymczasowo zostaliśmy zaślepieni przez chciwość, nienawiść czy ułudę lub kombinację tych trzech w taki sposób, że odmawiamy sobie otwartego rozprawienia się z popełnionymi czynami.


Gdy uważność zostanie skierowana na konkretną sytuację - z wystarczającą siłą, odpowiednią intensywnością i należytą szczerością - wtedy naturalnie odstąpimy od czynienia krzywdy samym sobie, innym istotom, jak i wszystkim jednocześnie.


Może to brzmieć dość nierealnie, jednak odzwierciedla głęboką prawdę o działaniu naszego umysłu. Powinniśmy spędzić nieco więcej czasu na społecznej poduszce medytacyjnej, kierując światło świadomości w mroczne zakątki świata. Istnieje możliwość radykalnej, całościowej transformacji.


Musimy jedynie rozpocząć ten proces - najpierw w naszym umyśle - a reszta naturalnie się ułoży.


I co o tym myślisz? - zapytał Gnom kończąc  swoją długą mowę. 


Nie byłem w  stanie odpowiedzieć. Dym z fajki Gnoma, który otoczył mnie, widocznie zadziałał usypiająco. Zasypiając usłyszałem, jak przez mgłę, szepty leśnych duszków;


To głupek i uparciuch. ON nic nie rozumie. Zasnął biedaczysko. Zaprowadźmy go do tej kobiety.  Niech ona da mu w kość.


Zróbcie tak. Ech, ci ludzie! -  z westchnieniem zgodził się Gnom.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krytykując - szkodzisz sobie

To opowieść o Greku... dla Joasi też

Walec miłości