RUSAŁKA - Szepty w Ciszy
RUSAŁKA
Motto: "Bóg odbiera nam to co najlepsze byśmy docenili to co mamy. "
Będąc ostatnio w Studzienicznej odwiedziłem mego przyjaciela Zbyszka -leśniczego z Przewięzi. W trakcie owej radosnej sesji rozmawialiśmy o Królestwach Natury, o życiu i oczywiście plotkowaliśmy o znajomych. Stadko ukochanych gołębi leśniczego szybowało nad naszymi głowami a na stoliku leżała strzelba, czekając na atak jastrzębia gołębiarza. Wspominaliśmy znajomych i przyjaciół z którymi Los nas połączył i pozwolił na istotne ich poznanie. Jastrząb , który wkrótce pojawił się, przestraszył się ostrzegawczego wystrzału i odleciał głodny. Ze Zbyszkiem mamy na temat narodzin i śmierci bardzo podobne przemyślenia. Życie po życiu , reinkarnacja, łańcuchy zdarzeń utkane z prawa karmy oraz kontakty z tymi co po drugiej stronie to tematy, które nas ciekawią.
. I nie dziwota to. W naszym wieku, i po naszych dramatycznych przeżyciach, taka ciekawość wdaje się być naturalną . W życiu na wszystko przychodzi odpowiedni czas. Chciałoby się powiedzieć w pełnym słowa tego znaczeniu, że wiedzą o tych sprawach jesteśmy żywotnie zainteresowani. Obaj kochamy życie cokolwiek ono nam przynosi - szczęście czy cierpienie.
Nagle , spostrzegłem , że z za otaczającego nas gęstego i wysokiego żywopłotu wychyliła się głowa nieznajomego, brodatego mężczyzny. Leśniczy nie mógł ze swojego miejsca zauważyć tego osobnika, Mężczyzna wyglądał mi na zaspanego. Przecierał starannie oczy. Jego oczy były wyblakłe, niebieskie, i nieprzyjemnie świdrujące. Mrugnął do mnie porozumiewawczo i przesłał całusa bezgłośnym rybim cmoknięciem. Pomyślałem, że kiedyś poznałem tego człowieka. Głowa zagadkowego mężczyzny znikła za żywopłotem, by po chwili znów się pojawić zupełnie w innym miejscu. Teraz , ów cudak, gestami ręki i ruchami głowy nakazywał mi milczenie. Postanowiłem uszanować jego prośbę i do końca spotkania nie wspomniałem leśniczemu o tym dziwnym gościu.
Podczas pożegnaniu obiecałem gospodarzowi, że zajrzę do niego jeszcze tego samego dnia wieczorną porą. Wsiadłem do auta i dróżkami leśnymi pojechałem nad jezioro.
Ojciec Piotr czekał na mnie na drewnianym pomoście nad jeziorem. Na tym, na którym często w samotności medytowałem wpatrując się w świty i zachody słońca. Ojciec Piotr siedział ze skrzyżowanymi nogami w pozycji lotosu a jego ubranie leżało obok. Był nagi. Siadłem obok i przymknąłem oczy. Słońce dotykało już czubków ściany drzew na przeciwległym brzegu jeziora. Powiało chłodem. Zerwał się wieczorny wiatr. Nad jezioro napłynęły ciemne chmury. Z oddali nadleciał odgłos grzmotu. Fale uniosły się i zaczęły zalewać pomost. Ojciec Piotr podniósł ręce w górę i przemówił:
"Boże! Czemu uczyniłeś mnie tym kim jestem? Proszę pozwól mi przekazać dar, którym mnie obdarzyłeś?"
Nie dosłyszałem o jakim darze on mówił i komu chciał go przekazać, bo podniosły głos Ojca Piotra nagle zagłuszyło przejmujące wycie wiatru spadającego z wysokiej skarpy za naszymi plecami. Suchy trzask pioruna poderwał do lotu i żałosnych pojękiwań stado kormoranów koczujących na pobliskich drzewach. Dookoła wszystko wyło i jęczało od uderzeń wiatru. Nagle pojawiła się nienaturalnie olbrzymia fala, wielokrotnie większa od tej przysłowiowej dziewiątej, i cisnęła mną jak piórkiem z pomostu na brzeg. Uderzyłem głową o konar stojącej tuż nad wodą brzozy i straciłem przytomność.
Trwałem w tym zadziwiającym stanie świadomości, pół śnie pół jawie do około północy, Gdy się ocknąłem, powierzchnia jeziora zalana była jasnym światłem księżyca. Zauważyłem dookoła siebie rozrzucone deski pomostu rozbitego impetem fali. Z góry, gdzieś z polany, na skarpie, dobiegał do moich uszu kobiecy śpiew. Powlokłem się tam schodami obijając stopy o porozrzucane uderzeniem wiatru deski pomostu.
Gdy moja głowa znalazła się na poziomie polany, ze zdumienia otworzyłem oczy. Wśród drzew płonęło wielkie ognisko a dookoła niego w roztańczonym korowodzie przesuwały się pół nagie kobiety. Wesoła muzyka, w tak której tańczono, dobiegała gdzieś z góry, z pośród koron drzew. Koncentrując wzrok na gałęziach rozłożystego jaworu, ujrzałem grajków. Były to również roznegliżowane kobiety. Tuż przy ognisku, w środku korowodu, z rękoma wzniesionymi do góry, obracał się jedyny mężczyzna w tym towarzystwie. Był brodaty, nagi i był to Ojciec Piotr. Jeszcze nie zdążyłem ochłonąć ze zdumienia, kiedy za sobą usłyszałem delikatny plusk i ciche stąpnięcia. Od strony jeziora, w moim kierunku szła cudownej urody młoda, skąpo odziana niewiasta. Zbliżyła się błyskając tęczowymi odbiciami księżycowego światła w kroplach wody spływającej po jej ciele. Spoglądając z rozbawieniem na mnie objęła mnie obiema rękami przybliżając równocześnie swoje usta do mojego ucha.
Powiedziała szeptem: "Mój drogi. Na ciebie już czas." Stałem bez ruchu, zahipnotyzowany jej urodą i dotykiem... "Błagam cię. Błagam cię, nie opuszczaj mnie już nigdy więcej"- wyszeptałem. Jednak to prawda – pomyślałem. Najcudowniejsze nasze marzenia spełniają się w najmniej spodziewanych chwilach tym którzy w nie usilnie wierzą. Tym którzy wierząc - nie zamykają oczu.
Piękność wzięła mnie pod rękę i poprowadziła do jeziora....
Poczułem mocne szarpanie za ramie. Otworzyłem oczy. Nade mną nachylał się leśniczy. Masz głowę w żarze! Spalisz się żywcem! – śmiejąc się mówił odciągając mnie od wygasającego ogniska.
Niebo rozjaśniały miliony gwiazd. Moją głowę zaciemniały miliony myśli. Gdzie ja jestem? Co tu robię? Powoli do mnie dotarło, że w śnie spotkałem zmarłego ojca. Będę musiał przemyśleć ten sen na spokojnie. Jaką mądrość chciał mi przekazać w tych przedziwnych scenach o nawałnicy i rusałkach?
Leśniczy zaprowadził mnie do auta. Z termosu nalał do kubeczków cudownie pachnąca kawę i gdy popijaliśmy delektując się boskim napojem, powiedział: Przyjechałem po ciebie, bo nie pojawiłeś się wieczorem u nas. Żona przygotowała biesiadę. Specjalnie dla ciebie placki ziemniaczane ze śmietaną .
Komentarze
Prześlij komentarz