TORNADO - Szepty w Ciszy
TORNADO
Mija upalny dzień a Anioł nie nadchodzi. Przeznaczenie spóźnia się. Dusza ulatuje w nicość. Siedzę na pomoście wpatrzony w drobne fale jednostajnie i niezmordowanie atakujące piaszczysty brzeg. Szum wiatru i intensywny zapach róż z kwietnika budzą nostalgiczne refleksje. Odbicia falujących i przesuwających się chmur wymuszają łańcuchy chaotycznie posplatanych myśli: a to o róży Małego Księcia, o sensie i bezsensie życia, przemijaniu i trwaniu, o przeznaczeniu i własnych wyborach, przyczynach i skutkach, o mocy i bezsilności wobec Losu, i o głębi marzeń, o olśnieniu, zauroczeniu, spełnieniu i o Aniołach. Co One mają z tym wszystkim wspólnego?
Z zadumy wyrywa mnie odgłos grzmotu. Nad jezioro, z zachodu, wtaczają się groźnie wyglądające chmury. Chmury te płoną ciemnoczerwonym żarem, a kilka z nich sprawia wrażenie jakby jarzyły się od wewnątrz. Tak jak przepływające przez umysł myśli nie są istotnością bo są zapożyczeniem, chmury nie tworzą przestrzeni, one w niej istnieją. Chmury jak i myśli sprawiają wrażenie, że ciągną się od wieczności w wieczność.
Odbicie w wodzie przyjmuje kształt tornada. Wyjmuje fotograficzny aparat, ustalam kadr i robię zdjęcie. Do jachtu przycumowanego do pomostu wrzucam suszący się sprzęt do nurkowania, torbę ze sprzętem fotograficznym i nie czekając na pierwsze krople deszczu, skrywam się w oszklonej werandzie plebani.
W wiklinowym bujanym fotelu drzemie proboszcz, wystawiając twarz do padających przez szybę promieni zachodzącego słońca. Wiele lat temu, kiedy z młodzieńczą arogancją paplałem trzy po trzy na temat autentyczności życiorysu Chrystusa, spojrzał na mnie surowo i powiedział: "Mój drogi. Jeśli chodzi o Boga, to ma się go w sercu, albo nie." Zamilkłem i poczułem się najbiedniejszym człowiekiem na świecie.
Długo przeszukiwałem własne serce. Znalazłem tam i groźne pouczenie "Zanim dusza stanie przed Nauczycielem obmyć się musi we krwi swojego serca." i cudowną opowieść o tym jak magowie pragnąc ukryć szczęście przed ludzką zachłannością, ukryli je w ludzkich sercach, mądrze przewidując, że ludzie kojarząc raczej szczęście z władzą, sławą i pieniędzmi łatwo nie odnajdą takiej kryjówki - w zakamarkach własnych serc.
"Nie za zimno wam pod tą wodą? Podziwiam, że panu jeszcze się chce nurkować. Nie szkoda to zdrowia?"- proboszcz z rozbawieniem zerka na mnie spod krzaczastych, siwiutkich brwi.
W głębinach można spotkać Anioły. To one mnie pociągają. Lubię z nimi pogadać."- odpowiadam prowokująco.
" Bądź ostrożny mój drogi. Anioły to eteryczne istoty. Inaczej czują i myślą niż my. Pomagają nam, ale nie są na naszych usługach. Proszę poczytać.... z Biblii dowie się pan więcej o Anielskich zwyczajach." - odpowiada sięgając po Biblie.
Bezpieczni, osłonięci przed deszczem i wiatrem przez okna werandy obserwujemy burzę.
Nadciąga czerwono - krwistym kowadłem. Gna przed sobą skłębione, czarne i poszarpane chmury. Jezioro zmusza do wrzenia. Swą mocą podrywa wodę. Pianą przybiela grzywy stromych fal. Czarne cienie chmur wbija w głębinę. Grozą gasi słońce. Wypiętrzonym w niebo zachłannym kowadłem wchłania jeziorną wilgoć, i po chwili pionowym kołowrotem wichrów przemienić ją w lodowe odłamki, i z pasją zrzucić strumieniami zmarzlin na jezioro. Bębni gradem po dachu plebani. Spadającym z nieba wichrem przeoruje powierzchnię wody pasmami białej piany. W górę unosi jęzory zawiesiny wodnej, tworzy zaczątki wirujących pępowin tornad, i po chwili w szalonej rotacji łączy otchłań jeziora z opuszczającą się podstawą chmur. Błyskami, grzmotami, gradem i wyciem wiatru atakuje przycupniętą na brzegu wioskę.
"Jak sens ma ten gniew Natury, składający się ze swoistego łańcucha burzliwych zdarzeń? Czy ten nieokiełznany wybuch żywiołów ma służyć oczyszczeniu, skrusze człowieczej? Jest karą? Kto tu zawinił i kto tu kogo i za co karze?" - pytam siebie.
I nagle, czy to dla otuchy, czy też z pychy, w kościółku odzywają się dzwony zwołując wiernych na wieczorną mszę.
"Lepiej by było, żeby z mszą zaczekać jak skończy się burza. " -mówię. Ale księdza już na werandzie nie ma.
Docieram do kościółka w strugach deszczu, w zgiełku piorunów, w scenerii rozgniewanego nieba co chwila rozdartego błyskawicami. Kierowany niezrozumiałym impulsem, zamiast wejść do przytulnego, skąpanego w świetle zapalonych świec wnętrza kościółka i w skupieniu i spokoju wysłuchać kazania proboszcza, omijam kościółek i idę dalej brzozową alejką w kierunku kaplicy Matki Boskiej Studzieniczańskiej. Przysiadam nad wodą obok kamiennej figurki św. Jana Nepomucena.
"Strzeż nas od nie sławy w życiu i wieczności"- czytam, nie wiedząc czemu na głos, słowa wyryte na postumencie.
Nagle, czuję jak włosy na głowie stają mi dęba, i widzę jak figurka świętego pokrywa się siecią fioletowych iskierek. Obok mnie, w drzewo, uderza piorun. Błysk i grzmot zlewają się w jedność Olśnienia. Przestrzeń i czas rozrywają się. Wpadam w nicość.
Opadam w głębinę. Otacza mnie świecąca mgła, otula uczucie bezpieczeństwa. Czuję delikatne, pełne matczynej miłości dotknięcie. Ze środka wirującej tęczowymi kolorami spirali wypływa jasna postać. Wpatrując się we mnie z rozbawieniem.
"Znam cię całą wieczność. Jam twój Anioł Stróż."- przenika mnie myśl.
Ujmujemy się za dłonie. Obejmujemy czule i wtulamy w siebie. Przenikamy się i stajemy się jednością. Delikatnie wirując schodzimy coraz głębiej, i głębiej.
Moje myśli wracają do przeszłości. Śledzę zdarzenia od narodzin do chwili obecnej. Jaki jest cel naszego życia? Czy byłem w tym życiu wolnym i mądrym człowiekiem ? I jakim kosztem tę wolność, czy też mądrość mogłem osiągnąć? A może ją osiągnąłem?
Słyszę szept Anioła:
Pomyśl. Jeśli prowadzi się dialog z wolnością, to nie można odbywać go w granicach wspomnień, wiedzy i doznań. Wolność nie jest czymś względnym - albo jest, albo jej nie ma. Jeśli jej nie ma, to musimy pogodzić się z życiem ciasnym, ograniczonym, zaakceptować jego konflikty, cierpienia i bóle, i ograniczyć się do wprowadzania tu i ówdzie jakichś niepozornych zmian.
Mój drogi. Teraz będąc ze mną jesteś wolny od ziemskich zmartwień i cierpień starzejącego się ciała. Będziesz wolny tylko wtedy gdy umrze w tobie przeszłość i wszelkie ziemskie pragnienia. Ludzkie tu życie na Ziemi choćby było nie wiem jak wygodne, usłane jest cierpieniami i prowadzi do chorób i śmierci. Wolność domaga się zburzenia murów więziennych czyli cyklu narodzin i śmierci. Bo choćbyś ograniczał chaos negatywnych zdarzeń w swoim życiu , ograniczał zniewolenie od innych ludzi a nawet uważał, że życie w obrębie tych barier wystarcza ci i jest przyjemne – i tak nie uchronisz się przed cierpieniem, chorobami i umrzesz.
Otwieram oczy. Z wysiłkiem podnoszę się na kolana. Zerkam na postać świętego Nepomucena.
„Ejże miły Janie! Rozróżniasz wieczność i życie? Przecież to jest to samo. Namawiasz do sławy? Coś tu nie gra!.”
„Modli się pan do odpowiedniego świętego. Jest opiekunem wodniaków ” – mówi ksiądz ze śmiechem – msza się skończyła i idę do Kaplicy. Pójdzie pan ze mną? Pomodlimy się a potem zapraszam na kieliszeczek koniaku.
Gdy jesteśmy już blisko Kaplicy na tle ciemnych chmur pojawia się tęcza.
Tak się u nas na wsi mówi, że często, po burzy, objawia się tęcza a wraz z nią miłość. A wtedy kwiaty i ludzie miłości mocą rozkwitają. Miłość to dar dla ludzi od Aniołów, które schodzą po łuku tęczy na Ziemie niosąc kosze pełne pachnących poziomek.
Komentarze
Prześlij komentarz