Wstęp SZEPTY W CISZY


 

„Szepty w Ciszy”

Aby posiąść wszystko,

pragnij nic nie posiadać.

Aby stać się wszystkim,

pragnij być niczym.

Aby poznać wszystko,

pragnij wiedzy o niczym

 (Tao) 

 

„Anioł i Śmierć” 

Siedziałem w pokoju, na trzecim piętrze Gmachu Elektroniki i łzy leciały mi z oczu. Koleżanka z pracy, objęła mnie, przytuliła i wyszeptała: „To co się zdarzyło, to nie twoja wina.” Poczułem się w ramionach Anioła. Przed chwilą odebrałem telefon, że kobieta, którą kochałem od najmłodszych lat – tragicznie zmarła.

A Anioł, ustami mojej koleżanki, szeptał dalej: „Boisz się Śmierci, prawda? Spójrz, ona siedzi ci na ramieniu i uśmiecha się. Uwierz, że to ona może być twoją najlepszą nauczycielką życia.”

„Nie boję się śmierci ale jestem jej ciekaw” – skłamałem wtedy. Anioł zamilkł i przysiadł na moim lewym ramieniu, a Śmierć rozpostarła ramiona w przywitaniu i pokiwała z aprobatą głową. „Witam.

 Postaraj się a zostaniesz moim uczniem.”- zachichotała z prawego ramienia. Anioł i Śmierć wciąż są moimi nauczycielami i ani na chwilę nie opuszczają moich ramion. Zastanawiam się, na poważnie, czy nie są to tylko dwie maski tej samej istoty, gdzieś tam ukrytej w moim wewnętrznym świecie? Najogólniej wyjaśniając, Anioł i Śmierć, nie konkurując z sobą, uczą mnie pokory i milczenia. Ci zadziwiający nauczyciele mówią do mnie wieloma ustami spotkanych ludzi.

 Priorytetowym celem życia, jaki wynoszę z tych nauk, jest, że „być” jest dużo ważniejsze niż „mieć”, i to bycie muszę realizować, na podobieństwo wody – nie wadzić nikomu i być jednocześnie pożytecznym.


A zaczęło się tak. Mając trzy lata – jako pucołowate dziecko, z głową pełną blond loków, łowiłem ryby z tarasu pierwszego piętra. Gdy wędka mi wypadła, pokonałem barierkę okalającą taras, i skoczyłem za wędką. I wtedy objawił się po raz pierwszy Anioł. Łagodnie posadził mnie na trawie, uśmiechnął się i zniknął. Wydało mi się to tak naturalne, że nawet mu nie podziękowałem. Bardzo mało wtedy mówiłem i wszystko wydawało mi się naturalne i normalne, jak to dziecku. Głupkowato się podobno uśmiechałem, gdy zastała mnie niania siedzącego na kamieniu. Taki uśmieszek, który czwartego cesarza Rzymu ratował od unicestwienia, o dziwo do tej pory ratuje też i mnie przed wieloma zachłannymi na moją wolność, wyznawcami władzy, sławy i fortuny i ogólnie mówiąc ratuje mnie od „-izmów” (w tym socjalizmu, komunizmu, kapitalizmu i idiotyzmu).

 Moim żywiołem od najmłodszych lat była woda. Rezygnacja z pracy naukowej i robienia doktoratu przyszła mi nadzwyczaj łatwo. Anioł szepnął: „Patrz sercem i nie zaśmiecaj umysł przemijającą wiedzą, która jest jedynie migoczącym cieniem ogniska prawdy.” A Śmierć dorzuciła:

„Diabeł szedł ze swym przyjacielem ulicą. Ujrzeli przed sobą człowieka, który zatrzymał się, podniósł coś z ziemi, obejrzał i włożył do kieszeni. Przyjaciel zapytał: Cóż człowiek ten podniósł? Diabeł odparł: Podniósł odrobinę Prawdy. To chyba bardzo dla ciebie niekorzystne – rzekł przyjaciel. Ależ nie – odparł diabeł – pozwolę mu ją teraz zinstytucjonalizować. Zacząłem się śmiać. „Więc tak powstały między innymi uczelnie?”

 Po odejściu ukochanej kobiety i po rezygnacji z naukowej kariery przyszedł czas na oczyszczenie umysłu i ciała. Uzdrawiające i jednocześnie złowrogie okazało się zalecenie psychologów „odreaguj stres”. Mnie to zalecenie skojarzyło się z alkoholem, i z pożądliwością płci pięknej. Hulanki i swawole stały się moją codziennością. Anioł milczał a Śmierć przyjaźnie poklepywała mnie po ramieniu i też milczała.

Hulanki i swawole zawsze były i są kosztowne. Musiałem wiec pracować: jako nurek, ratownik wodny i filmowiec – w tym kaskader, stopniowo uzyskując wtajemniczenia w tych zawodach. Moi nauczyciele chyba ucieszyli się z wyboru tych dość ryzykownych zajęć. Anioł mi szeptał: „Róże rozkwitają po burzy”, i że „Jasność nie istnieje bez Ciemności” albo „Co cię nie zabije to cię wzmocni” a Śmierć wyjaśniała: „Dobrze robisz. Nic nie wniosą do twojego rozwoju książki, wyrzuć je do kosza. Wszystko co w nich napisane to śmiecie, to starocie bez wartości. Człowiek wszystkiego musi doświadczać sam by zrozumieć innych i siebie.”

Kim więc jestem i po co żyję? Czy życie jest w nagrodę , czy za karę- pytałem.

Anioł się uśmiechał: „ Nie jest z tobą źle skoro zadajesz pytania?” – i uzupełnił przesłanie Śmierci:

„Pewien człowiek wybrał w bibliotece trzy książki do przeczytania. Zapytał bibliotekarza ile książek liczy zbiór. Gdy dowiedział się, ze około kilkanaście tysięcy i że kilka żywotów by mu zabrało przeczytanie wszystkich, oddał te trzy pożyczone, mówiąc: Musi istnieć inny sposób na stanie się mądrzejszym.”

 Tak żyjąc raczej poza domem i w ciągłym strachu przed śmiercią, jakimś cudem dożyłem do emerytalnego wieku i wtedy zająłem się fotografią przyrody, malowaniem obrazów, pisaniem. I wtedy Anioł i Śmierć znów się objawili i przyparły mnie do muru pytaniami:

„Jeśli fotografujesz, malujesz, piszesz to robisz to dla siebie czy dla Niego ?” – zapytał Anioł

„Czy choroby są przyczyną śmierci, czy raczej to ja, Śmierć, jestem powodem chorób? – zapytała Śmierć.

Do tej pory nie jestem pewien swoich odpowiedzi. Obrazy maluje dla siebie, fotografuje i piszę dla siebie i innych. A choroby? To już inna sprawa. Myślę, że w większości powodują je lęki, które źródłowo pochodzą od lęku nad lękami – przed Śmiercią.

Mam tylko nadzieję, że kiedyś, na Drugim Brzegu, Anioł i Śmierć wyjaśnią mi i odpowiedzą po swojemu na te dwa pytania, bo tego brakuje mi do szczęścia.

 Szczęście? Cóż to takiego?. Anioł tak to ujął:

Gdy ludzie zebrali się, pewien człowiek znany z mądrości , zapytał:

„Gdyby człowiek powiedział Bogu, że chce pomóc cierpiącemu światu, bez względu na cenę, jaką musiałby zapłacić, i gdyby Bóg pouczył go, jak ma to zrobić, czy człowiek ten powinien zrobić, jak mu kazano?”

„Oczywiście, mistrzu! Gdyby Bóg go o to prosił, radością byłoby dlań znosić nawet piekielne męki!” – krzyknął tłum.

„Bez względu na to, jakie to męki i jak trudne byłoby to zadanie?” – pytał dalej mistrz.

„To honor zawisnąć. Chwała do krzyża być przybitym. Chwała spłonąć na stosie, jeśli tego właśnie oczekiwałby Bóg”. – odpowiedział tłum.

„A gdyby Bóg – zapytał mistrz – powiedziałby wam prosto w oczy: nakazuje wam byście na tym świecie do końca dni swoich byli szczęśliwi, co byście wtedy zrobili?”

A tłum pogrążył się w ciszy. Na zboczach gór, w dolinach, gdzie zgromadzili się wszyscy, nie było słychać ani głosu, ani dźwięku żadnego.

Słysząc tą anegdotkę , Śmierć, siedzącą na prawym ramieniu, zachichotała z uciechy .

„Coś ci wyjaśnię – powiedziała – Myślisz na przykład, jako człowiek posługujący się intelektem, że jeśli ktoś podniesie kamień i rzuci nim, a on trafi lub chybi celu, to ów czyn na tym się kończy.

Ale tak nie jest, czy to rozumiesz? Gdy kamień zostanie podniesiony, ziemia stanie się lżejsza, a ręka, która go unosi cięższa. Kiedy się go rzuci, jego ruch wpłynie na obroty gwiazd, a tam gdzie uderzy i spadnie, zmieni się wszechświat. Od każdego czynu zależy równowaga całości. Wiatry i morza, wszystkie przejawy działania sił wody, ziemi, światła, wszystko to co czynią zwierzęta i rośliny, jest słuszne i właściwe. Wszystkie te czyny stanowią część równowagi. Od huraganów, przez głosy delfinów pluskających w morzu, do upadku suchego liścia i lotu komara, wszystko to zawiera się w harmonii całości. Lecz wy ludzie, z tego powodu, że posiadacie władzę nad światem i sobą musicie uczyć się tego, co liść, wieloryb i wiatr czynią z własnej swej natury. Musicie nauczyć się utrzymywać równowagę. Posiadając rozum, nie możecie działać w nieświadomości. Mając możliwość wyborów, nie możecie działać lekkomyślnie. Kim jesteś człowieku– chociaż masz moc, aby karać i nagradzać igrając z ludzkim przeznaczeniem?”

 Więc co mam czynić by nie zakłócać harmonii całości?- zapytałem

„Nie czyń nic, ponieważ właśnie to jest sprawiedliwe, godne pochwały i szlachetne. Nie czyń nic- ponieważ wydaje się właściwym tak postępować – czyń tylko to co musisz i czego nie możesz zrobić w żaden inny sposób.”

Anioł na lewym ramieniu milczał a Śmierć uśmiechała się drwiąco.

I jak to rozumieć?- pomyślałem. Może Śmierć jest Mistrzem Paradoksu. A Anioł? Mistrzem Prostoty? A może każda dualność to tylko wymysł mojej głowy? Miłość i nienawiść, dobro i zło, życie i śmierć to tylko podziały wymyślone przez człowieka i nic takiego w Naturze nie występuje?

A Anioł i Śmierć to ta sama Istota?

Lubie zabawy ze śmiercią. 

Niekiedy wsiadam do samochodu i ruszam w drogę „tam gdzie oczy poniosą”. Niekiedy zamykam oczy i puszczam kierownicę. Zdaje się na instynkt i podszept tych Niewidzialnych Istot, które zawsze są przy nas. Trafiam wtedy do miejsc, które wydają mi się bardzo znajome, chociaż w nich nigdy za tego życia nie byłem. 

Niekiedy chudząc po lesie tak bez celu odczuwam duszki leśne – ich dotyk, słyszę ich szczebiot.  Ale gdyby nie Anioły, nie przeżyłbym. 

Pomiędzy mną a Stwórcą przecież istnieje wiele Istot – o wyższym poziomie świadomości i egzystujących w wymiarach, które są niedostępne dla naszych ograniczonych zmysłów. Nie jesteśmy sami. Anioły, Archanioły, Duchy – Ognia, Świtania, Kształtu, Osobowości, Działania, Mądrości, Woli i wiele innych. Mój Boże… stworzyłeś „mnóstwo” tajemniczych i potężnych Istot! Daj nam z nimi wejść w relacje. Tak bym chciał pogadać z Aniołem, Archaniołem; jak człowiek z człowiekiem. Ja rozprostuje nogi a On skrzydła. Mój Stwórco! Proszę. Jak wygląda Archanioł? – wysyłam często myśl patrząc w niebo.. Oczywiście nie liczę na odpowiedz. A jednak… Stwórca ma Wielkie Poczucie Humoru a Jego ekranem jest całe Niebo a „szkolnym podwórkiem” cała Ziemia.

 Pewnego dnia przybiegł jakiś człowiek i błagał Mędrca, żeby poszedł z nim do domu krewnego, który czuł się bardzo źle i tylko ów Mędrzec mógł coś na to poradzić.

– Nie. Nie pójdę – odparł Mędrzec – ale kiedy wrócisz, daj mu tego banana i zobaczysz, że wszystko będzie dobrze. Mężczyzna pobiegł do domu, dał choremu do zjedzenia banana, a kiedy tylko ten przełknął ostatni kęs, spokojnie umarł.

Wszystko było „dobrze” – jak powiedział Mędrzec. Krewny umarł w spokoju. A jednak my upieramy się przy myśleniu, iż „dobrze” powinno znaczyć: wyzdrowiał i żył jeszcze długie lata. Ale dlaczego? To właśnie z tego nieustannego rozróżniania między tym, co nam się podoba, a tym, co nam się nie podoba, rodzi się nasze nieszczęście. Tylko akceptując, że wszystko to Jedno, niczego nie odrzucając, zdołamy być może uspokoić nasz umysł i złagodzić udrękę.

On „opuścił swoje ciało” . Jakież to piękne hinduskie określenie, aby odrzeć śmierć ze smutku! My też tego próbujemy, mówiąc „przeniósł się na tamten świat”, „przeszedł do lepszego życia”, jednak w gruncie rzeczy wciąż z tego powodu rozpaczamy.

Oto kilka epizodów, z bardzo wielu, które pozwoliły mi dojrzeć „światełko w tunelu” i pewność, ze podążam w miarę dobrą drogą. Gdzie ta droga prowadzi? Odpowiem z serca i umysłu, i z całą szczerością siedemdziesięciolatka: „Nie mam zielonego pojęcia. Ale w każdym momencie życia jestem gotowy by: ”Wsiąść do pociągu byle jakiego i nie dbać o bagaż ani o bilet…”

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krytykując - szkodzisz sobie

To opowieść o Greku... dla Joasi też

Walec miłości