To było pewnego dnia...

 



To było pewnego dnia o świcie:


Burza, to spotkanie dwóch niepołączonych sił, niebiańskiej grozy i spektakularnej urody. To chwila, w której niebo błyska i huczy, jakby odbywał się zacięty bój.


W oddali, czarne chmury spiętrzyły się na niebie, zapowiadając nadejście burzy. Wicher wiał gwałtownie, wplatając swoje siwe palce w korony drzew. Gałęzie trzęsły się w rytm uderzeń a wokół nich szeleściły liście, jakby tancerki mistycznego baletu. Wśród chaosu dźwięków i obrazów, pioruny  jak strzały miłosierdzia, rozświetlały ciemność niebios. 

Deszcz spadał obficie, jak z wodospadu, a kropelki rozbryzgiwały się i tworząc kręgi na powierzchni jeziora. Dźwięk uderzenia deszczu na brzeg i na dachy chat był jak śpiew aniołów, ukrytych wśród wodnych kropli. 





A wieczorem:


Gdy słońce układało się na noc do snu, zachodzące promienie malowały niebo w odcieniach purpury, różu i pomarańczy. Chmurki przepuszczały światło, które wydawało się płynąć z samej duszy natury. Świat płonął złotem, a odbicie blasku na powierzchni jeziora było jak wrota do innego świata - świata, w którym spotykamy duszki leśne i rusałki.


Podczas wieczornego spaceru po  lesie, przyciemnione drzewa  gawędziły między sobą poszumem liści. Te delikatne szepty liści brzmiały jak ukryte opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie. Czuć było nutkę czarnej magii, gdy mgła subtelnie tańczyła z liśćmi krzewów i drzew. Z głębi drzew wyszły duszki leśne, majestatyczne istoty o błyszczących oczach i kruchych skrzydełkach. Ich zmysłowe tańczące postacie wydawały się być stworzona z mgły, a ich śpiew wypełniał powietrze  delikatną modlitwą Stworzenia.


Na brzegach jeziora pojawiły się rusałki, piękne i zwiewne istoty. Ich długie, falowane włosy emanowały aurą tajemnicy, a delikatne, przeźroczyste skrzydła lśniły w blasku zachodzącego słońca. Kroczyły po wodzie niczym baleriny na scenie, a ich śpiew unoszący się nad falami był zapowiedzią błogości dla każdego, kto by do nich chciał się przyłączyć. Spotkanie z nimi było jak zapomniany sen, w którym człowiek mógł poczuć, jakby pogrążył się w oceanie nieodkrytych emocji - w miłości, życzliwości, troski i miłującej dobroci.


Wszystkie te zdarzenia w przyrodzie - burze, wschody i zachody słońca, spotkania z duszkami leśnymi i rusałkami - były jak mistyczna opowieść, którą natura snuje dla nas. To były chwile mistycznego uwielbienia, kiedy dusza człowieka łączy się z duszą świata, odkrywając niezmierzone piękno i magię, która od poczęcia przez wieczność tkwi w Naturze.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krytykując - szkodzisz sobie

To opowieść o Greku... dla Joasi też

Walec miłości