Burza w umyśle

 


Plaża we mgle. Jestem sam. Niebiańsko - jestem w chmurach i słyszę miły dla uszu szum fal. Nagle szaleństwo - umysłu oczywiście. Gdyby ona tu była? Jaka ona?

Zacząłem mieć  myśli związane z pożądaniem kobiety. Co by było gdybym jej wtedy powiedział: "Kocham cię i nie mogę bez ciebie żyć?" Została by ze mną? Ta Australijka?

Próbowałem myśli zatrzymać: „No dalej, dalej. Zatrzymajcie się. Obserwuj oddech!”. Ale myśli się tylko umocniły. Powiedziałem do siebie: „No dalej, nie daj się, po prostu skup się na oddechu”, a one przybierały na sile. I wtedy zacząłem mieć majaki w tych kłębach mgły przesuwających się nad morzem. Zacząłem się więc zastanawiać, czy ona chciałaby  zostać moją kochanką i co by to było gdybym ją tu spotkał... w tej mgle.

"Czuję się wszak młody. No, ale teraz nie powinienem. To przeszłość! Ale co z nią, ona była naprawdę śliczna." 

I im bardziej próbowałem zatrzymać te myśli i przeszkodzić im, tym gorsze się stawały. Zacząłem mieć coraz bardziej szalone myśli, fantazjowałem o bardzo dziwnych seksualnych zdarzeniach.

„Nie wiem, skąd się to u mnie bierze. Jestem przecież żonaty! No dalej, obserwuj swój oddech”. I cały czas, kiedy próbowałem zatrzymać myśli, one jak na złość dostawały się do mojego umysłu, pokonując każdą z barier. Silniejsze za każdym razem. 

Nie było nikogo na tej plaży, z kim mógłbym porozmawiać. Wszedłem więc do wody by ochłonąć i krzyknąłem: „Pomocy!”. Kto wie, może znajdę w zimnej wodzie albo w szumie fal jakąś inspirację?

A ona ciągle tam była .. w mojej głowie. Ten szum fal, ta mgła... Nadeszły myśli; seksualne, dziwne, takie, których później bym się wstydził, o których wstydziłbym się powiedzieć komukolwiek.

Po powrocie do domu resztę dnia starałem się obserwować oddech, dobrze zachowywać i być dobrym mężem. Zaplanowałem godzinę medytacji by w końcu uwolnić się od niestosownych myśli.  I co się stało?

Te myśli wciąż przychodziły. To była prawdziwa walka, było trudno, ale dotrzymałem słowa, poszedłem do pokoju, położyłem się i pomyślałem:

„OK, jakiekolwiek dziwne fantazje, myśli, o pożądanej kobiecie, cokolwiek - niech przyjdą! Jestem otwarty. Nie zamierzam walczyć. Poddaje się. Odpuszczam.”.

Przez następną godzinę byłem w stanie zaobserwować każdy oddech bez przerwy. Było tak łatwo!!

Ale co do diaska się stało? I zdałem sobie sprawę, co robiłem, kiedy zwalczałem tę burzę w umyśle – tak naprawdę wzmagałem ją, karmiłem, a ona stawała się coraz silniejsza.

Więc jeśli masz burzę w umyśle, pozwól jej się wyszaleć:

 „OK, mózgu, wszystko gra, rób co tylko chcesz”.

Więc gdy jest "nasza godzina burzy myśli" - cokolwiek się wydarzy, nie walcz, nie kontroluj, po prostu pozwól jej się wyszumieć. Zawierasz wtedy pokój z tym stanem umysłu. Nie prowadzisz wojny, nie starasz się go zniszczyć. Jesteś życzliwy. Taka delikatność jest piękna i skuteczna. Powiedz sobie:

„Burzo, głupie myśli, zasługujecie na istnienie. Kocham cię mój głupi umyśle” – bycie takim jest w porządku, nieważne jak długo miałoby to trwać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krytykując - szkodzisz sobie

To opowieść o Greku... dla Joasi też

Walec miłości