ANIOŁ I ŚMIERĆ i Franciszek?

 


2marcin1.JPG

1plik_0003.jpg

 

Franciszek jako trzylatek łowił ryby z balkonu pierwszego piętra. Gdy wędka wypadła mu z ręki , skoczył za nią i spadł pupą na kamień. Jako ośmiolatek włożył głowę do wojskowego kotła gdy opadała pokrywa. Jako dwunastolatek jadąc na łyżwach upadł i uderzył brodą w kamienną ławkę. W szkole oberwał piórnikiem w głowę za złe zachowanie. Te wstrząsy widocznie spowodowały, że inaczej zaczął odbierać świat. Będąc dzieckiem  spostrzegał duchy. Długo nie zdawał sobie sprawy, że to coś dziwnego. W dorosłym życiu został kaskaderem. Uwierzył w swojego Anioła Stróża bo uwierzył, że Anioł Stróż ma nad nim pieczę i zawsze go uratuje. I tak było... do czasu.. 

Niekiedy wsiadał do samochodu i ruszał w drogę „tam gdzie oczy poniosą”.  Gdy było pusto na szosie, zamykał oczy i puszczał kierownicę. Zdawał  się na instynkt i podszept tych Niewidzialnych Istot, które zawsze, jak sobie wmówił, były przy nim.  Jeździł też bez zaplanowanego celu i trafiał  do miejsc, które wydawały mu  się bardzo znajome chociaż w nich nigdy za  życia nie był. Tak to tłumaczył:
odczuwam duchy leśne – ich dotyk, słyszę ich szczebiot. Gdyby nie Anioły, nie przeżyłbym w zawodzie filmowego kaskadera. Widocznie, pomiędzy mną a Stwórcą  istnieje wiele Istot – o wyższym poziomie świadomości i egzystujących w wymiarach, które są niedostępne dla moich ograniczonych zmysłów. Chyba je rozbawiam swoim zachowaniem... więc trzymają mnie przy życiu. Dla zabawy? Dziękuję im z całego serca za to każdego ranka.

 

Nie jesteśmy sami? Mój Boże! Stworzyłeś całą plejadę tajemniczych i potężnych Istot! Daj mi z nimi wejść w relacje. Tak bym chciał pogadać z Aniołem, Archaniołem; jak człowiek z człowiekiem. Ja rozprostuje nogi a On skrzydła. Mój Stwórco! Proszę. Jak wygląda Archanioł? 
Oczywiście nie liczył Franciszek na odpowiedz. A jednak, Stwórca ma widocznie wielkie poczucie humoru, jego ekranem wszak  jest całe Niebo a „szkolnym podwórkiem” cała Ziemia. Zdarzyło się, że Franciszek kilka razy, podczas swojego życia, ujrzał swojego Anioła - rzecz jasna w ludzkiej postaci. Zadziwiające, że to kobiety były Aniołami w jego życiu  i są i TERAZ i TU. W wiecznym Teraz? Chwała Bogu za tą Wieczność w Teraz, a Aniołom? Szczęść Boże - na Zawsze. .

 

Oto kilka epizodów z życia Franciszka, które pozwoliły mu dojrzeć „światełko w tunelu” i pewność, że podąża w miarę dobrą drogą. Gdzie ta droga prowadzi? Odpowiem za niego i za siebie ... z serca i umysłu z całą szczerością człowieka urodzonego  podczas Drugiej Wojny Światowej :

„Nie mam zielonego pojęcia !" 

Ale w każdym momencie życia czułem tak jak Franciszek i  gotowy byłem by: ”Wsiąść do pociągu byle jakiego i nie dbać o bagaż ani o bilet...” 

 

.

 

12dsc_0057.JPG



                                                                                        

                                                                                            

ANIOŁ I ŚMIERĆ  - Czyli dwubiegunowość?

2marcin1.JPG

 

Franciszek Siedział w pokoju, na trzecim piętrze Gmachu Elektroniki i łzy leciały mu z oczu. Koleżanka z pracy, objęła go, przytuliła i wyszeptała: „To co się zdarzyło, to nie twoja wina.” Poczuł się w ramionach Anioła. Przed chwilą odebrał telefon, że kobieta, którą kochał od najmłodszych lat – tragicznie zmarła.
A Anioł, ustami koleżanki, szeptał dalej: „Boisz się Śmierci, prawda? Spójrz, ona siedzi ci na ramieniu i uśmiecha się. Uwierz, że to ona może być twoją najlepszą nauczycielką życia.” 
„Nie boję się śmierci ale jestem jej ciekaw” - skłamałem. Anioł zamilkł i przysiadł mi na lewym ramieniu, a Śmierć rozpostarła ramiona w przywitaniu i pokiwała z aprobatą głową. „Witam, postaraj się a zostaniesz moim uczniem.”- zachichotała z prawego ramienia.
 Anioł i Śmierć stali się nauczycielami i ani na chwilę nie opuszczają moich ramion. 

Zastanawiam się, na poważnie, czy nie są to tylko dwie maski tej samej istoty, gdzieś tam ukrytej w moim wewnętrznym świecie? Najogólniej wyjaśniając, Anioł i Śmierć, nie konkurując z sobą, uczą mnie pokory i milczenia. Ci zadziwiający nauczyciele mówią do mnie wieloma ustami spotkanych ludzi. Priorytetowym celem życia, jaki wynoszę z tych nauk, jest, że „być” jest dużo ważniejsze niż „mieć”, i to bycie muszę realizować na podobieństwo wody - nie wadzić nikomu i być jednocześnie pożytecznym.
A zaczęło się tak. Mając trzy lata – jako pucołowate dziecko, z głową pełną blond loków, łowiłem ryby z tarasu pierwszego piętra. Gdy wędka mi wypadła, pokonałem barierkę okalającą taras, i skoczyłem za wędką. I wtedy objawił się po raz pierwszy Anioł. Łagodnie posadził mnie na trawie, uśmiechnął się i zniknął. Wydało mi się to tak naturalne, że nawet mu nie podziękowałem. Bardzo mało wtedy mówiłem i wszystko wydawało mi się naturalne i normalne, jak to dziecku. Głupkowato się podobno uśmiechałem, gdy zastała mnie niania siedzącego na kamieniu. Taki Klaudiuszowy uśmieszek, który czwartego cesarza Rzymu ratował od unicestwienia , o dziwo do tej pory ratuje też i mnie przed wieloma zachłannymi ludźmi na moją wolność, wyznawcami władzy, sławy i fortuny i ogólnie mówiąc ratuje mnie od „-izmów” (w tym socjalizmu, komunizmu, kapitalizmu i idiotyzmu).
Moim żywiołem od najmłodszych lat była woda. Rezygnacja z pracy naukowej i robienia doktoratu przyszła mi nadzwyczaj łatwo. Anioł szepnął: „Patrz sercem i nie zaśmiecaj umysł przemijającą wiedzą, która jest jedynie migoczącym cieniem ogniska prawdy.” A Śmierć dorzuciła:
„Diabeł szedł ze swym przyjacielem ulicą. Ujrzeli przed sobą człowieka, który zatrzymał się, podniósł coś z ziemi, obejrzał i włożył do kieszeni. Przyjaciel zapytał: Cóż człowiek ten podniósł? Diabeł odparł: Podniósł odrobinę Prawdy. To chyba bardzo dla ciebie niekorzystne – rzekł przyjaciel. Ależ nie – odparł diabeł – pozwolę mu ją teraz zinstytucjonalizować. Zacząłem się śmiać. „Więc tak powstały między innymi uczelnie?”


Po odejściu ukochanej kobiety i po rezygnacji z naukowej kariery przyszedł czas na oczyszczenie umysłu i ciała. Uzdrawiające i jednocześnie złowrogie okazało się zalecenie psychologów „odreaguj stres”. Mnie skojarzyło się z alkoholem, i z pożądliwością płci pięknej. Hulanki i swawole stały się moją codziennością. Anioł milczał a Śmierć przyjaźnie poklepywała mnie po ramieniu i też milczała.
Hulanki i swawole zawsze były i są kosztowne. Musiałem wiec pracować: jako nurek, ratownik wodny i filmowiec - w tym kaskader, stopniowo uzyskując wtajemniczenia w tych zawodach. Moi nauczyciele chyba ucieszyli się z wyboru tych dość ryzykownych zajęć. Anioł mi szeptał: „Róże rozkwitają po burzy” i "cierp tp zmądrzejesz", i że „Jasność nie istnieje bez Ciemności” albo „Co cię nie zabije to cię wzmocni” a Śmierć wyjaśniała: „Dobrze robisz. Nic nie wniosą do twojego rozwoju książki, wyrzuć je do kosza. Wszystko co w nich napisane to śmiecie, to starocie bez wartości.

Człowiek wszystkiego musi doświadczać sam by zrozumieć innych i siebie.” 
Kim więc jestem i po co żyję? Czy życie jest w nagrodę , czy za karę- pytałem. 
Anioł się uśmiechał: „ Nie jest z tobą źle skoro zadajesz pytania?” – i uzupełnił przesłanie Śmierci:
„Pewien człowiek wybrał w bibliotece trzy książki do przeczytania. Zapytał bibliotekarza ile książek liczy zbiór. Gdy dowiedział się, ze około kilkanaście tysięcy i że kilka żywotów by mu zabrało przeczytanie wszystkich, oddał te trzy pożyczone, mówiąc: Musi istnieć inny sposób na stanie się mądrzejszym.”
Tak żyjąc raczej poza domem i w ciągłym strachu przed śmiercią , jakimś cudem dożyłem do emerytalnego wieku i wtedy zająłem się fotografią przyrody, malowaniem obrazów, pisaniem. I wtedy Anioł i Śmierć znów się objawili i przyparły mnie do muru pytaniami: 
„Jeśli fotografujesz, malujesz, piszesz to robisz to dla siebie czy dla Niego ?” - zapytał Anioł
„Czy choroby są przyczyną śmierci, czy raczej to ja, Śmierć, jestem powodem chorób? – zapytała Śmierć.
Do tej pory nie jestem pewien swoich odpowiedzi. Obrazy maluje dla siebie, fotografuje i piszę dla siebie i innych. A choroby? To już inna sprawa. Myślę, że w większości powodują je lęki, które źródłowo pochodzą od lęku nad lękami - przed Śmiercią. 
Mam tylko nadzieję, że kiedyś, na Drugim Brzegu, Anioł i Śmierć wyjaśnią mi i odpowiedzą po swojemu na te dwa pytania, bo tego brakuje mi do szczęścia.
Szczęście? Cóż to takiego?. Anioł tak to ujął:
Gdy ludzie zebrali się, pewien człowiek znany z mądrości , zapytał:
„Gdyby człowiek powiedział Bogu, że chce pomóc cierpiącemu światu, bez względu na cenę, jaką musiałby zapłacić, i gdyby Bóg pouczył go, jak ma to zrobić, czy człowiek ten powinien zrobić, jak mu kazano?”„Oczywiście, mistrzu! Gdyby Bóg go o to prosił, radością byłoby dlań znosić nawet piekielne męki!” – krzyknął tłum.„Bez względu na to, jakie to męki i jak trudne byłoby to zadanie?” – pytał dalej mistrz.
„To honor zawisnąć. Chwała do krzyża być przybitym. Chwała spłonąć na stosie, jeśli tego właśnie oczekiwałby Bóg”. – odpowiedział tłum.
„A gdyby Bóg – zapytał mistrz – powiedziałby wam prosto w oczy: nakazuje wam byście na tym świecie do końca dni swoich byli szczęśliwi, co byście wtedy zrobili?”
A tłum pogrążył się w ciszy. Na zboczach gór, w dolinach, gdzie zgromadzili się wszyscy, nie było słychać ani głosu, ani dźwięku żadnego. Biczować się łatwo a być szczęśliwym trudno?
Słysząc tą anegdotkę , Śmierć, siedzącą na prawym ramieniu, zachichotała z uciechy . 
„Coś ci wyjaśnię – powiedziała - Myślisz na przykład, jako człowiek posługujący się intelektem, że jeśli ktoś podniesie kamień i rzuci nim, a on trafi lub chybi celu, to ów czyn na tym się kończy. 
Ale tak nie jest, czy to rozumiesz? Gdy kamień zostanie podniesiony, ziemia stanie się lżejsza, a ręka, która go unosi cięższa. Kiedy się go rzuci, jego ruch wpłynie na obroty gwiazd, a tam gdzie uderzy i spadnie, zmieni się wszechświat. Od każdego czynu zależy równowaga całości. Wiatry i morza, wszystkie przejawy działania sił wody, ziemi, światła, wszystko to co czynią zwierzęta i rośliny, jest słuszne i właściwe. Wszystkie te czyny stanowią część równowagi. Od huraganów, przez głosy delfinów pluskających w morzu, do upadku suchego liścia i lotu komara, wszystko to zawiera się w harmonii całości. Lecz wy ludzie, z tego powodu, że posiadacie władzę nad światem i sobą musicie uczyć się tego, co liść, wieloryb i wiatr czynią z własnej swej natury. Musicie nauczyć się utrzymywać równowagę. Posiadając rozum, nie możecie działać w nieświadomości. Mając możliwość wyborów, nie możecie działać lekkomyślnie. Kim jesteś człowieku– chociaż masz moc, aby karać i nagradzać igrając z ludzkim przeznaczeniem?”
Więc co mam czynić by nie zakłócać harmonii całości?- zapytałem
„Nie czyń nic, ponieważ właśnie to jest sprawiedliwe, godne pochwały i szlachetne. Nie czyń nic- ponieważ wydaje się właściwym tak postępować – czyń tylko to co musisz i czego nie możesz zrobić w żaden inny sposób.”
Anioł na lewym ramieniu milczał a Śmierć uśmiechała się drwiąco.
I jak to rozumieć?- pomyślałem. Może Śmierć jest Mistrzem Paradoksu. A Anioł? Mistrzem Prostoty? A może każda dualność to tylko wymysł mojej głowy? Miłość i nienawiść, dobro i zło, życie i śmierć to tylko podziały wymyślone przez człowieka i nic takiego w Naturze nie występuje? 
A Anioł i Śmierć to ta sama Istota....

 

 

11dsc_0056.JPG


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krytykując - szkodzisz sobie

To opowieść o Greku... dla Joasi też

Walec miłości