Wewnętrzny Malarz Są momenty, kiedy mój umysł przestaje mówić zwykłym, ludzkim językiem. Na jawie, w medytacji i we śnie otwiera przede mną okna, których wcześniej nie widziałem. Nie prowadzą do innego świata. Prowadzą do tego samego, tylko jakby bardziej obecnego. I wtedy przychodzi piękno. Najpierw cicho, jak poranna mgła nad jeziorem. Potem pojawia się zapach mokrego lasu, żywicy i kwiatów ogrzanych słońcem. Woda zaczyna oddychać tęczowymi odbiciami, a wiatr porusza koronami drzew jakby ktoś nimi delikatnie dyrygował. Gdzieś w oddali dzwoni kościelny dzwon. Nie rozbija ciszy — raczej się w nią wtapia. Często pojawiają się ludzie. Najczęściej kobiety. Nie dlatego, że są „lepsze” czy piękniejsze, ale dlatego, że niosą w sobie szczególną miękkość światła. Ich twarze nie są portretami — bardziej stanami. Ich spojrzenia przypominają jezioro, które widziało już niejedno wschodzące słońce. Patrzę. Nic nie próbuję zatrzymać. Po prostu pozwalam temu być. I wtedy budzi się mój Wew...
Posty
Wyświetlanie postów z sierpień, 2026
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Rwa, Jabłko i Śmiech Pewnego ranka obudził mnie ból. Nie zapukał do drzwi. Po prostu usiadł obok mnie i powiedział: – Dzisiaj pójdziemy razem. Na początku chciałem z nim walczyć. Potem przypomniałem sobie, że wojna z własnym ciałem jest wojną, której nikt naprawdę nie wygrywa. Usiadłem więc spokojnie. Wyobraziłem sobie mały korzeń nerwowy ukryty między kręgami. Był zmęczony i uciśnięty. Otaczał go obrzęk – nie złośliwy, lecz powstały dlatego, że organizm robił wszystko, aby naprawić to, co zostało przeciążone. Powiedziałem do niego: – Przepraszam. Niosłem zbyt wiele. Obrazy też mają swój ciężar. Nie chciałem zrobić ci krzywdy. Przez chwilę trwała cisza. A potem miałem wrażenie, że mój własny organizm odpowiedział: – Wiem. Teraz odpocznijmy razem. Nie rozmawiałem z bólem. Rozmawiałem z częścią siebie. Przypomniała mi się wtedy opowieść Ajahna Brahma o mnichach jadących ciężarówką po wyboistej drodze. Za każdym razem, gdy uderzali głowami o metalowy stelaż, wybuchali śmieche...