Wewnętrzny Malarz Są momenty, kiedy mój umysł przestaje mówić zwykłym, ludzkim językiem. Na jawie, w medytacji i we śnie otwiera przede mną okna, których wcześniej nie widziałem. Nie prowadzą do innego świata. Prowadzą do tego samego, tylko jakby bardziej obecnego. I wtedy przychodzi piękno. Najpierw cicho, jak poranna mgła nad jeziorem. Potem pojawia się zapach mokrego lasu, żywicy i kwiatów ogrzanych słońcem. Woda zaczyna oddychać tęczowymi odbiciami, a wiatr porusza koronami drzew jakby ktoś nimi delikatnie dyrygował. Gdzieś w oddali dzwoni kościelny dzwon. Nie rozbija ciszy — raczej się w nią wtapia. Często pojawiają się ludzie. Najczęściej kobiety. Nie dlatego, że są „lepsze” czy piękniejsze, ale dlatego, że niosą w sobie szczególną miękkość światła. Ich twarze nie są portretami — bardziej stanami. Ich spojrzenia przypominają jezioro, które widziało już niejedno wschodzące słońce. Patrzę. Nic nie próbuję zatrzymać. Po prostu pozwalam temu być. I wtedy budzi się mój Wewnętrzny Malarz. Nie mówi ani słowa. Po prostu chłonie wszystko z zachwytem. Widzi kolory, które rodzą się z emocji, i kształty utkane z myśli, które jeszcze nie zdążyły się nazwać. Wie, że każda barwa ma swój oddech, a każdy cień pamięta światło. Czuję wtedy obecność Stwórcy. Nie jako postaci, ale jako umysłu, z którego wypływa cała ta harmonia. Wszystko jest połączone niewidzialnymi nićmi — człowiek, drzewo, ptak, jezioro i gwiazdy. Kiedy Wewnętrzny Malarz uzna, że to ten moment, odzywa się cicho: — Postaw sztalugi. Wybierz podobrazie. Przygotuj farby. Weź pędzle. Usiądź. I jeszcze nic nie maluj. Po prostu patrz. Patrz tak długo, aż puste płótno przestanie być puste. Aż pojawi się pierwszy kolor, którego nie wymyśliłeś. Aż pierwszy ruch pędzla stanie się odpowiedzią na pytanie, którego nawet nie zdążyłeś zadać. Wtedy wiem, że to nie ja tworzę obraz. Jestem tylko dłonią. A Wewnętrzny Malarz od dawna zna drogę. Tak rodzą się obrazy Świata Obecności. Najpierw w ciszy. Potem w sercu. Na końcu na płótnie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Korzyść w zamieszaniu

ZAKOCHANI

To opowieść o Greku... dla Joasi też