Rwa, Jabłko i Śmiech Pewnego ranka obudził mnie ból. Nie zapukał do drzwi. Po prostu usiadł obok mnie i powiedział: – Dzisiaj pójdziemy razem. Na początku chciałem z nim walczyć. Potem przypomniałem sobie, że wojna z własnym ciałem jest wojną, której nikt naprawdę nie wygrywa. Usiadłem więc spokojnie. Wyobraziłem sobie mały korzeń nerwowy ukryty między kręgami. Był zmęczony i uciśnięty. Otaczał go obrzęk – nie złośliwy, lecz powstały dlatego, że organizm robił wszystko, aby naprawić to, co zostało przeciążone. Powiedziałem do niego: – Przepraszam. Niosłem zbyt wiele. Obrazy też mają swój ciężar. Nie chciałem zrobić ci krzywdy. Przez chwilę trwała cisza. A potem miałem wrażenie, że mój własny organizm odpowiedział: – Wiem. Teraz odpocznijmy razem. Nie rozmawiałem z bólem. Rozmawiałem z częścią siebie. Przypomniała mi się wtedy opowieść Ajahna Brahma o mnichach jadących ciężarówką po wyboistej drodze. Za każdym razem, gdy uderzali głowami o metalowy stelaż, wybuchali śmiechem. Nie dlatego, że nie bolało. Dlatego, że śmiech nie pozwalał bólowi zostać królem całego świata. Roześmiałem się więc cicho. Rwa kulszowa chyba była tym zaskoczona. Na stole leżało jabłko. Od wielu lat przypominało mi prostą prawdę, że organizm lubi rzeczy zwyczajne. Obok stał zielony koktajl z ogórka i pietruszki. W kuchni śmiała się moja rodzina. Pomyślałem wtedy, że zdrowie nie mieszka tylko w tabletkach. Mieszka także w zaufaniu do własnego ciała. W dobrym słowie. W uważności. W śmiechu. I w ludziach, którzy są obok. Ból jeszcze nie odszedł. Ale przestał być wrogiem. Stał się gościem, który z każdym dniem pakował swoje walizki. A ja siedziałem nad jeziorem własnego oddechu i odkrywałem, że właśnie wtedy, gdy ciało najbardziej domaga się uwagi, najłatwiej odnaleźć to, czego od dawna szukałem. Obecność.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Korzyść w zamieszaniu

ZAKOCHANI

To opowieść o Greku... dla Joasi też